from web site
Są takie kolory, po które sięga się nie dlatego, że są modne, ale dlatego, że coś w środku mówi: „to dziś”. Dla mnie granat należy właśnie do tej kategorii. Nie rzuca się w oczy od razu. Trzeba chwili, żeby go zauważyć. Może dlatego tak dobrze działa w momentach, gdy wszystkiego jest trochę za dużo.
Pierwszy raz wybrałam granatowe paznokcie w zupełnie zwyczajnym okresie. Bez okazji, bez planu. Pamiętam, że wtedy dni były krótkie, wieczory długie, a ja miałam potrzebę spokoju, którego nie dało się łatwo znaleźć. Ten kolor okazał się zaskakująco trafny. Głęboki, chłodny, ale nie zimny. Bardziej jak nocne niebo niż jak klasyczna czerń.
Z czasem zauważyłam, że granat ma niezwykłą właściwość. Pasuje do wszystkiego, a jednocześnie nigdy nie jest banalny. W wersji błyszczącej potrafi być elegancki, niemal wieczorowy. Matowy staje się cichy i wyważony. Dobrze wygląda zarówno przy prostych stylizacjach, jak i wtedy, gdy reszta jest bardziej wyrazista. I co ważne — nie dominuje. Raczej towarzyszy.
W rozmowach z innymi kobietami często słyszę, że granat wybierają wtedy, gdy chcą poczuć kontrolę. Nie w sensie perfekcji, tylko wewnętrznego porządku. Sama, szukając inspiracji, trafiłam na zestawienie granatowe paznokcie. Potraktowałam je jak mapę możliwości, nie instrukcję. To wystarczyło, żeby zobaczyć, jak różnorodny potrafi być jeden kolor.
Granatowy manicure zaczął mi się kojarzyć z wieczorami bez planów. Z herbatą, książką, światłem lampy. Z chwilami, w których nic nie trzeba udowadniać. To nie jest kolor, który ma przyciągać spojrzenia. On raczej zostaje z tobą, gdy nikt nie patrzy.
Dziś wiem, że nie każdy detal musi być wyrazisty, żeby miał znaczenie. Czasem wystarczy coś spokojnego, stałego. Granat właśnie taki jest. I może dlatego wracam do niego zawsze wtedy, gdy potrzebuję oddechu — nie tylko na dłoniach, ale też w głowie.